Nota za opóźnienie, którego nie spowodowałeś
Stałeś na granicy, czekałeś na załadunek albo trafiłeś na wypadek. Nota przyszła i tak, a kwota zjada cały zarobek z trasy.
Prowadzę sprawy firm transportowych i spedycyjnych: obrona przed notami obciążeniowymi, odzyskiwanie frachtu, szkody w ładunku, kontrole i umowy przewozowe. Znam Konwencję CMR i prawo przewozowe, więc nie musisz mi tłumaczyć, czym jest awizacja ani dlaczego stałeś sześć godzin na rozładunku.
Pierwsza rozmowa telefoniczna jest bezpłatna i do niczego nie zobowiązujeRadca prawny i doradca podatkowy
Konwencja CMR i prawo przewozowe
Przewoźnicy i spedycja
Cała Polska, sprawy prowadzę zdalnie
Stałeś na granicy, czekałeś na załadunek albo trafiłeś na wypadek. Nota przyszła i tak, a kwota zjada cały zarobek z trasy.
Zleceniodawca po prostu odjął sobie kwotę od faktury i przysłał informację, że tak zrobił.
Przewóz wykonany, dokumenty dostarczone, a termin płatności minął dwa miesiące temu i telefon nie odpowiada.
Ubezpieczyciel szuka podstawy do odmowy, zleceniodawca żąda pełnej wartości towaru, a Ty nie wiesz, za co realnie odpowiadasz.
Podpisujesz, bo giełda nie czeka, a potem okazuje się, że zgodziłeś się na karę za coś, na co nie masz wpływu.
Przyszło pismo z terminem, a Ty nie wiesz, czy to podlega odwołaniu, czy trzeba zapłacić.
Jeśli któraś z nich brzmi znajomo, to nie jest przypadek. To jest standard w tej branży i większość firm po prostu się z tym godzi.
To jest rzecz, przez którą przepadają dobre sprawy. Terminy w transporcie są znacznie krótsze niż w zwykłym obrocie gospodarczym, a większość przewoźników liczy je tak, jakby miała trzy lata.
ROK na roszczenia z umowy przewozu, zarówno w kraju, jak i przy przewozach objętych Konwencją CMR. To podstawowy termin i dotyczy większości spraw: utraty, ubytku, uszkodzenia przesyłki.
DWA MIESIĄCE na roszczenia dotyczące zwłoki w przewozie, jeżeli nie doszło do ubytku ani uszkodzenia przesyłki. Termin biegnie od wydania przesyłki. To najkrótszy i najczęściej przegapiany termin w całej branży.
TRZY LATA wyjątkowo, przy szkodzie wynikającej ze złego zamiaru albo rażącego niedbalstwa. Wyjątek, nie reguła, i trzeba go wykazać.
Zapisy w zleceniu, które zmieniają te terminy, nie działają. Jeśli w zleceniu transportowym znalazłeś punkt skracający termin na zgłoszenie roszczeń, warto wiedzieć, że takie postanowienia są prawnie nieskuteczne.
Reklamacja zatrzymuje zegar. Pisemna reklamacja zawiesza bieg przedawnienia do czasu, aż druga strona ją odrzuci na piśmie i zwróci dokumenty. Uwaga: zwykłe wezwanie do zapłaty nie zawsze wywoła ten skutek. Reklamacja musi być konkretna i odnosić się do szczegółowo określonej szkody.
Rok mija szybciej, niż się wydaje. Jeśli sprawa ciągnie się z ubezpieczycielem, a zbliża się dziesiąty czy jedenasty miesiąc, warto rozważyć wezwanie do próby ugodowej, bo przerywa bieg przedawnienia.
Nota potrafi zjeść cały zarobek z trasy, a czasem oznacza dopłatę do interesu. Pierwszy odruch to zapłacić i mieć spokój. Zanim to zrobisz, przejdź przez cztery rzeczy. Zajmie Ci to godzinę, a bardzo często kończy się tym, że nota zostaje wycofana albo obniżona.
Zacznij od dokumentów, nie od emocji. Sprawdź, co dokładnie mówi zlecenie transportowe i co widnieje w liście przewozowym CMR. To one, a nie treść noty, decydują o tym, za co odpowiadasz.
Odpowiedzialność przewoźnika nie jest nieograniczona. Konwencja CMR przewiduje limity odszkodowania, a przy opóźnieniu odszkodowanie nie może przekroczyć kwoty przewoźnego. W przewozach krajowych obowiązuje odrębne ograniczenie. Noty wystawione ponad te limity zdarzają się częściej, niż mogłoby się wydawać.
To pytanie kasuje sporą część potrąceń. Jeżeli zwłoka w przewozie nie spowodowała żadnej szkody, nie ma podstaw do żądania odszkodowania ani do potrącania go z należnością za przewóz. Samo opóźnienie, bez wykazanej straty, to za mało.
Postój na granicy, strajk, wypadek, którego nie byłeś sprawcą, opóźniony załadunek po stronie nadawcy, właściwości samego towaru. Przepisy wyłączają odpowiedzialność przewoźnika, jeżeli szkoda powstała z przyczyn występujących po stronie nadawcy lub odbiorcy, wynika z właściwości towaru albo z siły wyższej. Zdjęcia, adnotacje w liście przewozowym i korespondencja są tu warte więcej niż najlepsze argumenty.
W tej branży utarło się, że noty przychodzą, a przewoźnik je płaci. Tymczasem prawo do obciążenia drugiej strony nie jest przywilejem zleceniodawcy. Przysługuje każdemu, kto poniósł stratę w związku z wykonaniem umowy.
Jeśli poniosłeś koszty przez błędne dyspozycje spedytora, przez wskazanie niewłaściwego miejsca rozładunku, przez wielogodzinne przestoje albo przez zlecenie anulowane po podstawieniu pojazdu, to Ty jesteś stroną poszkodowaną i możesz dochodzić swojego.
Warto o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy w tej samej sprawie leci nota w Twoją stronę. Bywa, że rachunek wychodzi na zero albo na Twoją korzyść.
Rozumiem tę kalkulację. Warto ją jednak przeliczyć jeszcze raz. Słyszę to częściej niż jakąkolwiek inną obawę i nie zamierzam jej lekceważyć. Jeśli jeden zleceniodawca daje Ci połowę obrotu, to nie jest strach, tylko rachunek ekonomiczny. Cztery rzeczy, które warto do tego rachunku dołożyć.
To spokojne pismo z podstawą prawną i z odwołaniem do dokumentów. W wielu przypadkach na tym się kończy, bo druga strona po prostu widzi, że tym razem trafiła na kogoś, kto zna limity odpowiedzialności.
Twoja relacja z osobą, z którą rozmawiasz przez telefon przy każdej trasie, zostaje nietknięta. Możesz spokojnie powiedzieć, że tego typu sprawy przekazujesz kancelarii, bo taka jest u Ciebie procedura. To brzmi jak dojrzała firma, a nie jak konflikt.
Bywają wystawiane rutynowo, na zasadzie sprawdzenia, kto zapłaci bez pytania. Firmy, o których wiadomo, że weryfikują każdą notę, dostają ich z czasem zauważalnie mniej.
Jeśli dziś potrąca bezpodstawnie, jutro potrąci więcej. Uzależnienie od takiego partnera to osobny problem, który i tak trzeba kiedyś rozwiązać.
„A czy prawnik nie zje całej wartości noty?" Przy jednej, drobnej nocie bywa, że tak, i wtedy powiem to wprost. Ale noty rzadko przychodzą pojedynczo. Jeśli od tego samego zleceniodawcy dostajesz je regularnie, jedno dobrze przygotowane pismo zmienia praktykę na kolejne miesiące, a nie tylko rozwiązuje jedną sprawę.
To najtrudniejszy rodzaj sprawy w transporcie, zwłaszcza przy kradzieży, bo ogólne warunki ubezpieczenia zawierają szeroki katalog wyłączeń, a ubezpieczyciel będzie ich szukał. O wyniku decyduje najczęściej to, co zrobiłeś w pierwszej dobie.
Warunki zwykle mówią „niezwłocznie" i nie podają liczby dni. Przy kradzieży i przy chłodni gra toczy się w godzinach, nie w dniach, a spóźnienie może skutkować zmniejszeniem świadczenia.
Bez tego dokumentowanie sprawy staje się znacznie trudniejsze.
Ładunek, plandeka, zabezpieczenia, otoczenie.
To dokument, na którym oprze się później cała sprawa.
Dyspozycje, zmiany trasy, zgody na postój.
Dopóki nie wiadomo, co się właściwie stało.
Wszystko powyżej dotyczy sytuacji, w których coś już się wydarzyło. Tymczasem większość tych spraw zaczyna się dużo wcześniej, przy podpisywaniu zlecenia, którego nikt nie miał czasu przeczytać, bo ładunek trzeba było wziąć od razu.
Rysunek pokazuje moment, nie zmierzoną wartość. Podziałki nie ma świadomie — chodzi o to, że po podpisie obowiązuje treść dokumentu, a nie to, co ustalaliście przez telefon.
Zlecenia transportowe potrafią zawierać kary za nieterminowe podstawienie pojazdu, kary za brak awizacji, obowiązki wykraczające poza zwykłą odpowiedzialność przewoźnika, zakaz podzlecania pod rygorem kary czy zapisy przenoszące na Ciebie ryzyko, na które nie masz wpływu.
Jeśli masz kilku stałych zleceniodawców i pracujesz na ich wzorach, to zwykle najlepiej wydane pieniądze w całej tej rozmowie.
Co możemy zrobić: przejrzeć zlecenia i warunki, na których pracujesz dziś, wskazać punkty realnie niebezpieczne i przygotować krótką listę tego, o co warto zawalczyć przy kolejnych zleceniach. Przy stałych zleceniodawcach robi się to raz i pracuje przez lata.
Obsługuję zarówno przewoźników, jak i firmy spedycyjne. Sekcja o obciążaniu drugiej strony działa w obie strony, bo spedytor bywa poszkodowany dokładnie tak samo jak przewoźnik.
Masz konkretną notę, nieopłacony fracht albo szkodę. Dzwonisz, opisujesz sytuację, przesyłasz dokumenty. Mówię, jak oceniam sprawę i co da się zrobić, a potem ją prowadzę.
Noty i spory wracają regularnie, a Ty nie chcesz za każdym razem szukać pomocy od nowa. Jestem pod telefonem na bieżąco, znam Twoje zlecenia i Twoich zleceniodawców.
Nie musisz być z okolic Mszczonowa ani Żyrardowa. W tej branży prawie wszystko da się zrobić zdalnie i tak zwykle pracujemy: telefon, mail, dokumenty w formie elektronicznej.
Rozwiń tylko to, co dotyczy Twojej sytuacji. Jeśli Twojego pytania tu nie ma — po prostu zadzwoń.
Tak. Potrącenie nie oznacza, że roszczenie było zasadne. Jeśli podstawa była wadliwa albo kwota przekracza limity odpowiedzialności, można dochodzić zwrotu.
To zależy od rodzaju roszczenia i od tego, czy w międzyczasie doszło do zdarzeń przerywających albo zawieszających bieg terminu. Zadzwoń jak najszybciej, bo w transporcie terminy są krótkie i to zwykle pierwsza rzecz, którą sprawdzam.
Często tak. Odmowy opierają się na klauzulach wyłączających z ogólnych warunków, a te bywają interpretowane szerzej, niż wynika z ich treści. Warto sprawdzić, na czym dokładnie oparta jest odmowa.
Nie zawsze i nie w każdym zakresie. Część kar umownych w zleceniach transportowych jest wadliwa albo wykracza poza dopuszczalne granice odpowiedzialności. To trzeba ocenić na konkretnym dokumencie.
Tak. Spedytor również bywa stroną poszkodowaną, także wobec własnych przewoźników i wobec zleceniodawców.
Tak. Praktycznie wszystko w tej branży da się prowadzić zdalnie, a na rozprawy dojeżdżam albo korzystamy z posiedzeń zdalnych, jeśli sąd je wyznacza.
Tak. Brak dokumentu też jest informacją, czasem najważniejszą. Zaczniemy od tego, co masz.
Tak, w pełni, także wtedy, gdy tylko pytasz o możliwości i nie zdecydujesz się na współpracę.
Nazywam się Hubert Filipczak, jestem radcą prawnym i doradcą podatkowym. Od ponad dekady prowadzę sprawy przedsiębiorców, a transport jest tą częścią praktyki, w której czuję się najpewniej.
Pracuję prosto: mówię zrozumiałym językiem, nie chowam się za paragrafami i zawsze zaczynam od pytania, czy sprawa w ogóle się opłaca. Jeśli uznam, że nie warto, powiem to od razu. Wolę stracić jedno zlecenie niż zaufanie kogoś, kto potem miałby wracać z każdą kolejną sprawą.
Nie musisz mieć poukładanych dokumentów ani wiedzieć, jak nazwać sprawę językiem prawniczym. Zadzwoń i powiedz, co się wydarzyło. Wstępna rozmowa jest bezpłatna, a wyjdziesz z niej z informacją, czy jest o co walczyć i ile masz czasu.
Telefon do kancelarii 501 665 682Kancelaria Radcy Prawnego Hubert Filipczak
ul. Północna 12/30
96-320 Mszczonów
Cała Polska — sprawy z branży transportowej prowadzę zdalnie
Wolisz napisać? Zostaw wiadomość, a oddzwonię.